Polowanie na okazje czyli co można kupić taniej cz.1

Jako, że jaka praca, taka płaca, a jak powszechnie wiadomo pracą się jeszcze nie kajam, za to na wykłady uczęszczam, wiem dość sporo o oszczędzaniu. I jeszcze więcej o kupowaniu. Jestem rasową zakupocholiczką, którą bardziej od zakupu ubrań kręcą jedynie zakupy akcesoriów do domu. Niestety, prawdopodobnie, a nawet bardzo bardzo prawdopodobnie takich osób jest o wiele więcej. Co oznacza wieczny tłok w Ikei, kolejki do kasy w Obi czy bitwę o meble w Biedronce. Ale co gorsza oznacza to jedną absolutnie okropną rzecz – nienormalnie wysokie ceny takich akcesoriów, ustalmy bowiem, że nie są to twory najwyższych lotów. A ja nienawidzę przepłacać. Jestem książkowym przykładem krakowskiego centusia, który mając zapłacić za wyłożenie parkietu, szybciej nauczy się jak samemu go wyłożyć niż wyda tyle pieniędzy. Nie dziwcie się zatem, że szlag mnie trafia, gdy dowiaduje się, że podkładka pod mydło kosztuje nagle 15zł. Mimo wszystko, nawet takie sknery jak ja posiadają zwykle elegancko urządzone mieszkania. W związku z tym, na przestrzeni ostatnich miesięcy stałam się prawdziwym łowcą domowych okazji. I tymi właśnie okazjami, z przyjemnością, będę się z wami na blogu dzielić!

1. Białe dodatki do łazienki.

Łazienkę zastaliśmy w kolorach ecri i pomarańczy. W związku z tym po rozpakowaniu ręczników i wszystkich kosmetyków, zapanował totalny misz masz kolorystyczny. Od początku wiedziałam, że będzie to mnie, pedanta i nerwicowca, doprowadzało do szewskiej pasji. Niestety wszystkie googlowane przeze mnie białe akcesoria, osiągały jakieś chore ceny, gdy za kubek do mycia zębów oczekiwano ode mnie 20zł. Aż w końcu to moje wieczne googlowanie przyniosło efekty i skompletowałam niedrogi biały zestaw do łazienki.

– w Jysku kupiłam za 5zł umywalkowy zestaw – opakowanie na mydło i kubek do zębów w którym trzymamy szczoteczki. Łatwo się czyści, nie żółknie, no i w razie, gdyby komuś spadł nie żal zakupić nowego.

– w Ikei zakupiłam ręczniczki do rąk w zawrotnej cenie 1.50 za sztukę – jestem jeszcze przed pierwszym ich praniem, ale są przyjemne w dotyku, dobrze wchłaniają wodę i mają odpowiednią wielkość. Ciekawostka: równocześnie trafiłam w Ikei na bardzo tani, bo kosztujący zaledwie 3zł, dozownik do mydła z białymi elementami, który okazał się być idealnym dozownikiem płynu do naczyń.

– w Biedronce podczas tygodnia z akcesoriami do domu, udało mi się zakupić miskę w zawrotnej cenie 4zł , a także składany kosz, który służy nam obecnie za kosz na brudy i kosztował mnie 9zł.

– w Auchan podczas akcji sprzedaży opakowań na wagę, kupiłam za około 10zł koszyk, w którym trzymam szczotki do włosów, waciki, żel do mycia twarzy etc.

– poddałam się i zaszalałam jedynie z koszykiem do zawieszenia , który zakupiłam w Ikei za 20zł i który okazał się największym badziewiem w mojej łazience, odklejając się ze ściany średnio raz na pięć minut.

2. Mata na buty.

Wiecie ile średnio kosztuję mata na buty? Oscyluje w przedziale 20-30zł czyli o wiele za wiele jak na kawałek plastiku. W sieciówkach budowlanych najtańszy ociekacz jaki znalazłam kosztował 21zł, zaś w internecie choć ceny zaczynają się już od 12zł po doliczeniu przesyłki znów musiałabym zapłacić co najmniej 20zł. Ani trochę mnie to nie satysfakcjonowało. Od początku pukałam się w głowę widząc ceny za kawał plastiku, który zapewne zniszczy się w dość szybkim tempie i będzie wiecznie brudny. W związku z tym stwierdziłam, że trochę poczekam i…wyczekałam. Do Ikei po dłuższym czasie powróciła mata na buty! W jakże zawrotnej cenie 9.99! Kupiłam i z przyjemnością użytkuje do dziś. Stanęły na niej już dziesiątki par butów, a ona wciąż trwa na posterunku. Gorąco polecam, szczególnie w sezonie zimowym, gdy na butach znosi się do domu dosłownie tony brudu.