Ślubne przygotowania – czy warto udać się do kosmetyczki?

Końcówką roku 2016, gdy poszukiwałam sprawdzonej makijażystki na ślub, po raz pierwszy przeszło mi przez myśl, że w sumie wypadałoby nieco bardziej zadbać o swoją twarz. Jasne, dotychczas miałam swoje rytuały pielęgnacyjne, ale ograniczały się one do zmycia makijażu, umycia twarzy żelem i spryskania tonikiem. Uświadomienie mi przez koleżankę, że powinnam używać kremu do cery naczynkowej było dla mnie nie lada zaskoczeniem. Zaczęłam zatem czytać i…załamałam się. Wyszło bowiem na to, że aby jakoś wyglądać potrzebuje sporej ilości kasy i czasu na te wszystkie zabiegi. Nie pasowało mi to. Nie róbmy sobie jaj, że w XXI w. człowiek nie może dobrze wyglądać tylko i wyłącznie dzięki domowej pielęgnacji.

Mimo wszystko, za usilną namową mamy i przyjaciółki, poszłam na pierwszą konsultacje i doradzono mi przede wszystkim manualne oczyszczanie twarzy oraz peeling. Nie zdecydowałam się na manualne oczyszczanie, bo osobiście uważam je za zbyt inwazyjne i obawiałabym się blizn. Peeling finalnie mnie skusił i miesiąc później zasiadłam na fotelu, gotowa na trzy serie mikrodermabrazji diamentowej. Wykonywałam je w odstępach dwóch tygodniu w krakowskiej klinice Anny Pikury. Zabiegi wykupiłam na grouponie za całe 100zł i przyznam, że nie spodziewałam się za tę kwotę luksusów. Na początek pani wyjaśniła mi na czym polega zabieg i jak będzie wyglądał, a następnie zmyła mój makijaż i przystąpiła do pracy. Nie jest to uczucie bardzo bolesne, ale nie jest też przyjemnie. Podobno przy pierwszym spotkaniu moja skóra bardzo łatwo i chętnie się łuszczyła. Po speelingowaniu twarzy dwoma końcówkami (jedna do twarzy, druga do okolic oczu i nosa), przyszedł największy ból czyli odkażenie skóry. Matko i córko, jak to dziadostwo piecze! Na szczęście szybko załagodzono to, całkiem przyjemnie pachnącym kremem. I już mogłam iść do domu. Nareszcie.

Śmieje się, że miałam szczęście w nieszczęściu, trafiłam bowiem na świetną kosmetyczkę, która albo miała bardzo dobry dzień, albo za co szczerze podziwiam zawsze jest tak życzliwa do ludzi. W trakcie zabiegu pogadała ze mną o moich problemach z cerą i podpowiedziała mi domowe sposoby, zanim zdecyduje się na drogie zabiegi! Dzięki niej dowiedziałam się iż na moje ciemne podkrążone oczy najlepsze będą ampułki z witaminą C. Poradziła mi także, aby zamiast kremu na cerę naczynkową zainwestować w krem jak najmocniej nawilżający, a mleczko do demakijażu zamienić na olejki. Opowiedziała także o dobrym wpływie śluzu ze ślimaka i przekonała mnie, że moja cera wcale nie jest taka zła i że wciąż nie jest za późno na ratowanie się przed zmarszczkami. Poleciła także, abym zainteresowała się kosmetykami o jak najbardziej naturalnym składzie.

Zapewne ciekawi jesteście jakie były efekty mojej serii zabiegów i czy nagle stałam się jednak miłośniczką zabiegów u kosmetyczki. Za cholerę. Nie neguję efektu, moja cera wygląda po prostu lepiej, jest jaśniejsza, zniknęły drobne wypryski, wygląda na lepiej nawilżoną. Nie mam jednak przekonania czy jest to zasługa mikrodermabrazji, bowiem równocześnie zaczęłam stosować serum do twarzy, nakładałam azjatyckie maseczki i rozszerzyłam swoją pielęgnacje o świetnej jakości produkty odnalezione w cudownym krakowskim sklepie, kryjącym się pod nazwą „pigment”. Być może kosmetyczka to super sprawa. Dla mnie za 100zł te trzy zabiegi były super. Gdybym jednak miała wykonywać je w regularnej cenie, przyznam szczerze, że nie zapłaciłabym tyle za taki efekt.

Obiektywnie, przestrzec także muszę przed poddawaniem się „silniejszym” zabiegom przed samym ślubem. W swojej najbliższej tylko okolicy mam dwie doświadczone przez kwasy koleżanki, których główną przedślubną obawą było, że nie przestaną się łuszczyć do dnia ślubu. Kosmetyczki nawet nie zająknęły się, że kwas na miesiąc przed ślubem, a na dodatek latem nie jest najlepszym pomysłem. Dlatego jeśli już uznacie, że warto i zdecydujecie się wybrać do salonu, wykażcie się wobec niego choć odrobiną nieufności i sprawdźcie ich propozycje choćby online. Może się okazać, że uratuje wam to skórę. Dosłownie.